piątek, 30 marca 2012

Rozdział 3

Rozmawiałam z Edd'em jeszcze z 20 minut. Spojrzałam na zegarek. Było już piętnaście po dziewiątej. Przyznam, że trochę się martwiłam, bo babcia i dziadek doskonale wiedzieli, że dzisiaj zostanę przeniesiona na inną salę i, że odwiedziny są od dziewiątej. Przecież  przychodzili do mnie przez cały tydzień. A teraz ich nie ma. Czekałam też na białą panią. Chciałam, żeby oddała mi telefon. Spojrzałam na zegarek ponownie. 9:16. Gdzie oni są?
-Ile już tu leżysz?- zapytałam Edd'a
-Tydzień, na tej sali. Jeszcze po operacji leżałem tydzień w tej sali, gdzie ty.
-I mówisz, że posiedzisz tu jeszcze dłużej niż ja? A to podobno właśnie ja, a nie ty miałam najgorszy wypadek w ciągu trzech ostatnich lat w Polsce.
-Ja nie jestem polakiem- uśmiechnął się.
-Bardzo dobrze mówisz po Polsku, jak nie na polaka. To jakiej jesteś narodowości?
-Urodziłem się w USA i tam mieszkałem do 15-go roku życia. Mój dziadek ma polskie korzenie, więc mnie uczył. A poza tym, często odwiedzaliśmy Polskę i chciałem uczyć się waszego języka.
-Ja zawsze chciałam się urodzić w USA. - wspominałam.
Nastąpiła chwila ciszy. Postanowiłam ją wykorzystać i jeszcze raz spojrzałam na zegarek. 9:21.
-Czym się zajmujesz, poza szkołą? - zapytał
-Pomagam babci w domu i pracuję w lodziarni.
-Pycha - zaśmialiśmy się.
- A ty? Co robisz na co dzień?
-Po szkole pomagam w domu. Jeszcze nie mam pracy. Ale wiesz...ja też, potrafię znaleźć kontakt ze sławnymi osobami.
-Jak to robisz?
-Namierzam ich. Jest to trudne i wymaga dużo czasu, ale zwykle się udaje.
-A to legalne?
-Nie jestem pewien. W każdym razie, jak kogoś namierzę, to zostaje on poproszony tylko o autograf. Już sam widok kogoś sławnego, przyprawia zwykłego człowieka o zawał. Nie wie, co powiedzieć i tylko wystawia kartkę na autograf. Mówię Ci, ludzie nie mają w ogóle odwagi do rozmów ze sławnymi. A ja...- nie dokończył.
-Możesz na tym nieźle zarobić - przerwałam.
-Tak, doktor mi wspominał o Twoim przerywaniu.
-I co, też mi będziesz to wypominał przez cały pobyt w szpitalu?
-Nie, wręcz przeciwnie. Uważam, ze to słodkie. - rzucił uśmiech w moją stronę.
Ja też się uśmiechnęłam. Znowu spojrzałam na zegarek. 9:27. Zaczynałam się bać.
-Ty już tutaj dłużej siedzisz. Może powiesz mi, o której przyjdzie pielęgniarka?
-Powinna przyjść niedługo. Chodzą tu co jakieś pół godziny. Ostatnio była o 9:00. - odpowiedział i wrócił do czytania książki.
-Co czytasz?
-Gwiezdne Wojny. Wiem, że to raczej dla dzieci, ale założyłem się z kolegą.
Nie obchodziło mnie to. Chciałam być miła. Była już równo 9:30. Do sali weszła biała pani.
-Oddacie mi telefon? - zapytałam
-Tak, mam go w kieszeni.
Wyciągnęła go z kieszeni i położyła mi na brzuchu. Wzięłam go i odblokowałam. 54 nieodebrane połączenia od Ani, 50 od Maćka i 39 od babci. Wiadomości 20 od Ani, 13 od Maćka. Były w różnym stylu. "Gdzie ty się włóczysz? Wracaj do domu!", a niektóre milsze "Wracaj do zdrowia i do szkoły. Tęsknimy za Tobą ;*" W tym momencie weszła do sali babcia, dziadek i Kuba. Przytulili się do mnie. Wszyscy po kolei. Aż mnie coś zabolało i przy każdym przytuleniu mówiłam "Ał". Edd śmiał się. Babcia jak to babcia poszła do lekarza razem z dziadkiem. Kuba został ze mną.
-I jak się czujesz? - złapał mnie za policzek. Tak zawsze mama robiła. Uśmiechnął się do mnie.
-Już lepiej.
-Kiedy stąd wyjdziesz?
-Nie mam pojęcia. Jeszcze trochę tu poleżę. A ty? Jak tam w szkole?
-Dostałem ostatnio 5 z polskiego - miał dumną minę.
-No to brawo! - trzymałam się z nim za rękę, między nami była jakaś więź.- A jak twoje samopoczucie? Tęsknisz za mamą?
Pokiwał głową na tak. I z jego oczu wypłynęła łza.
-Nie płacz, Kubuś. Wszystko będzie dobrze.- przytuliłam go do siebie i głaskałam po głowie. Nie zwracałam uwagi na ból. Nagle z uśmiechniętego chłopca, zrobił się wrażliwy, mały chłopaczek.
-Ja tak bardzo za nią tęsknię i mi jej brakuje - chciało mi się płakać, kiedy Kuba to mówił.
-Ale mama jest. Jest gdzieś tam w górze. I czuwa nad nami, żeby nam było dobrze. Wie, co robimy, co myślimy. Jest takim naszym osobistym Aniołem Stróżem. I wiem, że nie chciałaby, żebyś teraz płakał. Mama wciąż jest z nami. Tylko w postaci miłego duszka, który nad nami czuwa. Dlatego nie płacz. Widzisz? Mieliśmy iść do domu dziecka, a mieszkamy u babci. A to na pewno lepsze. Mama wiedziała, że nie chcemy pójść do domu dziecka. Gdyby tak się stało, moglibyśmy się rozdzielić i znaleźć w całkiem innych rodzinach. A teraz jesteśmy razem.- płakaliśmy oboje. Ja też tęskniłam za mamą. Kuba podniósł głowę i wytarł łzy w moją koszulę. Pokazałam mu palcem chusteczki na stoliku obok.
-To jak? Nie będziesz się już smucił?
-Jeżeli mama jest z nami to nie. Nie chcę robić czegoś, czego ona nie chce. Kocham ją.
Po tych słowach to już na serio płakałam. Kuba dał mi jedną chusteczkę.
Całej sytuacji przyglądał się Edward. Ciekawe, co sobie pomyślał.


Kolejny rozdział jutro (31.03.2012r) ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz